Jakość obrazu telewizyjnego pogarsza się każdego roku.

Był taki czas kiedy na świecie z większą łatwością tworzyło się filmy wybitne. Sprzyjał temu taki fajny analogowy charakter kamery. Ta niedoskonałość obrazu tworzyła efekt podobny do dźwięku płyty gramofonowej. Niby coś szeleści, niby brzmi nieperfekcyjnie, ale ma w sobie pewną magię – do dziś znane są osoby, które nakładają specjalny filtr na odtwarzacz muzyki aby imitował ten pogorszonej jakości dźwięk.

Ale aby sprzedaż kolejnych odbiorników tv była uzasadniona należy zaskakiwać widza ulepszonymi parametrami. Początki wyglądały trochę jak przeskok w projektowaniu samochodów. W latach 50-tych mieliśmy pięknie stylizowane auta, chromowane wykończenia i ‚nie wiedzieć czemu’ nagle pojawiły się takie gówna jak Fiat Uno, pozwalając nam zasmakować trochę mentalności Korei Północnej.

W przypadku odbiorników tv pewne zmiany na gorsze można wytłumaczyć późniejszym przeskokiem na standard cyfrowy, który nie od początku był doskonały. Czasem trzeba zrobić jeden krok w tył, by wykonać kilka naprzód. Mamy jednak rok 2018. Standardy jakości są wyśrubowane i otacza nas obraz w HD, a nawet 4k. Obsesyjnie dążymy do podnoszenia kolejnych parametrów, co jest jawnym świadectwem rozwoju i typowej natury człowieka. Z drugiej jednak nieświadomie gubimy po drodze to i owo.

Umówmy się, że większość osób wgapionych w odbiorniki nie poszukuje tam wiedzy i edukacji, lecz do pewnego poziomu rozrywki. Szuka więc emocji, a emocje są podświadome. Łatwiej jest zbudować romantyczną atmosferę między ludźmi, kiedy spotykają się w zacisznej knajpce jedynie przy blasku świec, niż w pomieszczeniu oświetlonym jak pieprzony McDonald. Możliwość dostrzeżenia każdego detalu odbiera często szansę na odbiór głębszego przekazu.

Dlatego obsesyjne dążenie do coraz większych rozdzielczości nie jest rozwiązaniem na potrzeby emocjonalne przy samym przeżywaniu filmów. A bardziej na potrzeby zakupowe by zajarać się kolejnym nowoczesnym, lepszym od sąsiada, produktem.

I tak czasem gapimy się w te detale gęby prowadzonego program śniadaniowy albo bruzdę na brodzie Harrisona Forda w rozdzielczości 4k, która zaczyna stanowić materiał na niezależny dokument Discovery Channel i ni cholery nie możemy skupić uwagi na fabule filmu. Albo nie wyłączamy tej durnej funkcji sztucznego upłynniania obrazu, który wygląda jak tanio sfilmowany teatr telewizji, gdzie ludzie poruszają się w tempie dziwnych kukiełek. Do dziś zdarza mi się odwiedzić znajomych, którzy nie wyłączają tego badziewia.

Biorać pod lupę same parametry zdaje się, że osiągamy doskonałość. Ale w innym wymiarze już nie. Trochę jak z milionerami, którzy robiąc kolejne miliony uświadamiają sobie, że wszystko inne w życiu przegapili. I więcej przygód zaznali jako młody podróżujący bez pieniędzy student niż zabezpieczony do końca świata przedsiębiorca.

Jedynym dyskusyjnym pytaniem jest czy pogarsza się jakość odbiorników czy raczej naszego umysłu.

Paweł Lipka – założyciel studia animacji Action Heroes

Facebook Messenger