Wideoreportaż jako sposób na nieinwazyjną reklamę.

W świecie trenerów motywacyjnych bardzo popularne jest zapewnienie, że pozbędą się oni naszych blokad i życiowych ograniczeń. Podobny problem od lat trapi reklamodawców. Najlepszy sen jaki może mieć reklamodawca, po którym napewno obudzi się z penisem przyklejonym do uda, to sen, w którym ktoś mu powie jak pozbyć się blokad sprawiających, że przeciętny widz nie chce obejrzeć ani udostępniać jego reklamy.

Niezależnie od tego czy ktoś ma wyrafinowane gusta estetyczne czy słucha na co dzień Zenka Martyniuka to jakimś dziwnym trafem jego podświadomość pozwala już w pierwszej sekundzie kontaktu z materiałem wideo zidentyfikować, że właśnie jest świadkiem typowej reklamy. A wtedy jego otwartość na przyswojenie informacji o naszym produkcie jest mniejsza niż poziom testosteronu u wegetarian. Dlatego trzeba znaleźć mechanizm, który utrzyma uwagę widza.
Porównałbym to do pracy na etacie. Ludzie do tego stopnia poszukują swojej drogi zawodowej, że wierzą iż realizują w firmach swoje pasje. Tymczasem gdyby rząd zagwarantował obywatelom naszego kraju dożywotnią pensję na poziomie 3-5 tyś zł bez konieczności pracy u swojego pracodawcy jeszcze tego samego dnia 99% osób opuściłaby firmy. Kluczowym aspektem, który trzyma ich w trybie, w którym chodzą jak szwajcarskie zegarki, wykonując nawet najgłupsze polecenia przełożonych jest świadomość, że gdy przestaną to szef po prostu ich wypierd…li. “Moja praca to moja pasja” jest tylko sloganem udającym prawdę, który rozsypuje się przy odpowiednim bodźcu.

W filmach jest taki zabieg artystyczny o nazwie “conflict lock”. Relacja między bohaterem, a jego przeciwnikiem jest tak zakotwiczona, że nie może on nagle w połowie trudnej walki z nim stwierdzić “kurwa, idę do domu, bo to już męczące”. Ten zabieg sprawia, że fabuła dalej się zawiązuje i muszą oni stoczyć swoją walkę, a my chcemy ją obejrzeć;)
Podobnego “locka” powinniśmy być świadomi w reklamie. Telewizja ma łatwiej niż internet. Tam widz jest poniekąd przymuszony do oglądania pasma reklamowego, a era zanim wprowadzono piloty do telewizorów była rajem dla reklamodawców. W internecie trzeba się z widzem cackać jak z trzeźwymi kobietami na dyskotece. On już nic nie musi, on może chcieć lub nie…

Sama świadomość blokady widzów pozwala nam lepiej planować kampanie, bo wiemy, że nie tyle ważna jest jakość czy treść (choć nie bez znaczenia) co dobra strategia na obejście tej “blokady
niechęci.” Napewno widzieliście na niejednym polskim filmie jak aktor niemalże zapomina o głównym wątku i zaczyna wyżerać jakiś jogurt Bakomy czy innej firmy. To jest tzw. lokowanie produktu. W tym przykładzie mało subtelne, ale zawsze lepsze niż przerwa reklamowa.

Pomysłem, który może wykonać każdy i nie potrzeba do tego telewizji jest wideoreportaż.
Mówią, że sałatka to jedzenie wymyślone dla biednych ludzi, które ma tylko wyglądać spektakularnie, a hipsterzy zrobili z tego religię. W branży filmowej reportaż jest jak sałatka. Tani, ale robi wrażenie. Czasem wystarczy przeprowadzić kilka wywiadów ze znajomymi na jakiś pikantny społecznie temat i subtelnie wpleść informacje o naszym produkcie. W sieci rozniesie się doskonale. Reportaż porusza zwykle tematy atrakcyjne dla większej grupy ludzi i przez wywołane emocje staje się bardziej nośny i chętnie upubliczniany przez użytkowników i media. Media, które w innym wypadku żądałyby opłat za emisję reklamową. W scenariuszu planuje się przemycenie treści reklamowej, np. wystąpienia eksperta, który wspomina o produkcie lub usłudze związanej pośrednio lub bezpośrednio w tematem reportażu.

Paweł Lipka – założyciel studia animacji Action Heroes

Komentarze z Facebook'a

Inne artykuły:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook Messenger